Miałem chodzić po górach. Nie wyszło, ale powstał plan alternatywny. Ruszyłem do Krakowa. Trafił mi się piekielnie gorący wagon, jeszcze niezmodernizowany. W Krakowie było słonecznie. Przespacerowałem się po turystycznych miejscach i ruszyłem na południe. Strasznie dużo aut. Wszędzie wywieszone banery sprzeciwiające się budowie drogi ekspresowej, która odciążyłaby ruch w tych wioskach. Najwidoczniej lubią hałas i spaliny.
Jechałem po znanych mi drogach. Pozmieniały się trochę. Pojawiły się chmury, więc zrobiło się chłodniej. Tylko podjazdy wydawały się dłuższe. Zaczęło zmierzchać i o dziwo zrobiło się cieplej. Końcówka po całkiem pustych drogach.
