Poznań zaskoczył miłym chłodem. Do tego wiało, ale to wiatr jak z Islandii. Nawet na poznańskich ulicach chciał mnie dopaść. Na szczęście nie miałem daleko. Pozostało mi suszenie po deszczowej końcówce wyprawy. Rower pewnie uziemię na czas wymiany szprych, czyszczenia napędu, smarowania sztycy i odpowietrzania hamulców, bo nie wydają się w pełni sprawne.
