O dziwo dzisiaj nikt nie próbował mnie zabić. Mimo to znalazłem pustą drogę gruntową, która była w lepszym stanie niż większość dróg krajowych. Pewnie dlatego, że biegła niemal donikąd, ale nie takie problemy się rozwiązywało.
Pojawiło się parę bardzo przelotnych opadów, chociaż słaba przejrzystość powietrza zapowiadała coś grubszego. Słońce też próbowało się przecisnąć przez chmury, ale nie udało mu się.
Dotarłem do Parku Narodowego Þingvellir. Położony nad największym jeziorem Islandii, obejmuje miejsce zgromadzenia najstarszego na świecie parlamentu Althing. Zrobiłem sobie krótki spacer i pojechałem na kemping. Dzisiaj islandzkie muszki nie dawały spokoju. Pierwszy raz od dawna umyłem się w lodowatej wodzie, bo ludzie nie używali oszczędnie ciepłej.




