Miałem do wyboru dwie drogi. Proponowana przez nawigację była krótsza, ale wiodła przez dwie góry. Wybrałem nieco dłuższą, ale biegnącą przez jedną przełęcz. Daleko nie ujechałem, gdy zaczęło padać.
Deszczyk z przerwami towarzyszył mi do przełęczy. Potem jeszcze mogłem zobaczyć parę widoków, aż rozpadało się na dobre. Sypał się mój plan dotarcia do miasta Egilsstaðir w 2 dni, gdzie znalazłem kemping z pralką. Podróżowanie z małą ilością bagażu jest wyzwaniem. Podziwiam tych, co robią pranie codziennie.
Zdecydowałem się skrócić mój plan dnia i zatrzymać na najbliższym kempingu. Widziałem miasteczko, za mną szło wypogodzenie, przede mną stała ściana deszczu. Słońce w końcu dotarło do mnie, ale nadal padało. Jeszcze nie wspomniałem o wietrze. W ogóle nie pomagał. Czułem się przemoczony.
Dotarłem do miasteczka i wypogodziło się. Rozbiłem się na kempingu, trochę przeschłem w słońcu, a potem znów zaczęło padać. Poszedłem do lokalnego baru coś zjeść i się rozgrzać, bo to kolejny kemping bez kuchni. Nawet wody ciepłej nie mieli w nowym sanitariacie. Na szczęście na uboczu wciąż stał stary, zauważany przez nielicznych, w którym z prysznica leciała ciepła woda.




