Było nadal słonecznie i wietrznie. Dzisiaj jednak wiatr mi sprzyjał, więc chciałem maksymalnie to wykorzystać. Droga na północ była na tyle lekka, że znów brakowało biegów. W międzyczasie pojawiły się chmury, chwilę pokropił deszcz ze śniegiem, a droga zmieniła się w szuter. Im dalej, tym paskudniej, bo środek pokrywała tarka, a pobocza były sypkie i grząskie. Musiałem też uciekać od ptaków, a dojazd do dwóch wysuniętych najdalej na północ części Islandii był albo w bardzo złym stanie, albo niedostępny ze względu na okres lęgowy kaczek.
Znów dotarłem wcześnie na kemping. Martwiłem się o niedostatek miejsc, a byłem jedynym z namiotem. Poza mną były jeszcze kampery. Mając taki kawał wieczoru, zrobiłem sobie spacer po wiosce.
