Wjechałem na drogę wybudowaną w ostatnich latach. Zniwelowali zbędne podjazdy, więc jechało się bardzo wygodnie. Ruch też był nieznaczny. Przepaść w porównaniu do krajowej jedynki.
Przede mną stały dwa podjazdy. Pierwszy stromy, drugiego nawet nie poczułem. Czasem coś pokropiło, potem rozszalał się wiatr. Wiało z różnych stron – to od fiordu, to z góry. Na kempingu znalazłem ustronne miejsce. Przestało wiać, gdy rozbiłem namiot.




