Plan z wczoraj nie mógł czekać. W prognozie były przelotne deszcze i faktycznie lunęło kilka razy, że przekładałem wyjście. W końcu ruszyłem. Nie miałem daleko. Raptem 4 km od celu lunęło. Spędziłem z 20 minut na przystanku. W końcu dojechałem do ogrodu. Ach, mała Japonia. Piękne detale. Przespacerowałem się po ogrodzie i już miałem wejść do herbaciarni urządzonej w japońskim stylu, gdy okazało się, że była zamknięta. Nie sprawdziłem, że zamykali godzinę przed ogrodem. Byłem lekko zawiedziony. Obok mieli też szkółkę roślin japońskich. Przyda się, gdy będę urządzał własny ogród.
Nie chciałem tak szybko wracać. Pojechałem na południe do Kóz, potem kawałek pod górę u podnóża Beskidu Małego i wróciłem do Bielska-Białej. Miałem jeszcze czas, więc chciałem zobaczyć miasto. Wtedy zdałem sobie sprawę, że już tu byłem. Miasto jest koszmarne, bo nie słyszeli tu o przejściach dla pieszych. Najwyżej można trafić na przejścia podziemne, ale jak mieszkańcy się na coś takiego godzą?
Komentarze (4)
W Przesiece byłem, choć nie wiem czemu mi się tam nie podobało, bo po zdjęciach wygląda dobrze. Może było zbyt wiosennie :) To tylko remont placu. Wszędzie znajdzie się jakiś objazd, ale na takie niespodzianki już się nie poradzi. W Polsce nie ma tak lekko, jak w Norwegii ;)
Wygląda na to, że splajtowali, bo znalazłem bardzo mało wzmianek o tym ogrodzie i nic na czasie. Szkoda, ale w Polsce jest jeszcze kilka takich miejsc, które odwiedziłem bądź planuję odwiedzić :)
Rower towarzyszył mi od małego. Przez wiele lat jeździłem na Romecie. W 2012 kupiłem Treka, który na poważnie wciągnął mnie w turystykę rowerową. Przejechałem na nim Islandię i Koreę. Kolejnym połykaczem kilometrów stała się kolarzówka GT, która w duecie z trzecim kołem towarzyszyła mi podczas wyprawy wokół Japonii i Tajwanu. Szukając nowego partnera wyprawowego w trudnych czasach, trafiłem na gravel podrzędnej marki. Mimo to prowadził mnie ku przygodzie po Norwegii i Szkocji. Do tego lubię utrwalać na fotografii ładne rzeczy i widoki.