Podjąłem wyzwanie rzucone przez Trollkinga, by znaleźć w Luboniu magiczne widoki. Padało, więc zwlekałem z wyjściem. Rozważałem nawet zwykły spacer, ale ostatecznie deszcz ustał. Zapakowałem aparat w sakwę i ruszyłem.
Nie znam Lubonia tak dobrze, więc pojeździłem tu i tam po znanych mi miejscach. Może trochę za późno ruszyłem, bo nie objechałem całego miasta przed zmierzchem. Myślę jednak, że niewiele by to pomogło, bo miasto ma niewiele do zaoferowania. Nie udało mi się znaleźć w nim magii.
Komentarze (2)
Pozostałych nie znam i powiedziałbym, że Luboń ma najszerszą ofertę :P Na Kocie Doły zabrakło czasu. Na wzgórzu byłem, ale nic nie przyciągnęło mojej uwagi. Nawet panorama była taka sobie. A o placu nie słyszałem, choć mogłem obok przejeżdżać. Przydałaby mi się taka mapka z przejechanymi drogami – wtedy wiedziałbym, gdzie mnie jeszcze nie było. Chodzi to za mną od paru lat :P
Hehe, zacząłeś od chyba największego hardkora, teraz pójdzie już z górki :) Ale przyznam, że z tego szamba wyciągnąłeś to, co najlepsze. No dobra, najciekawsze, bo o "lepszość" tam ciężko :) Ja bym jeszcze dodał Kocie Doły, Wzgórze Papieskie (nie mój klimat, ale jest fajna górka) oraz Plac Bojanowskiego w Żabikowie. Znajduje się tam ciekawa rzeźba, a nawet dwie :)
Rower towarzyszył mi od małego. Przez wiele lat jeździłem na Romecie. W 2012 kupiłem Treka, który na poważnie wciągnął mnie w turystykę rowerową. Przejechałem na nim Islandię i Koreę. Kolejnym połykaczem kilometrów stała się kolarzówka GT, która w duecie z trzecim kołem towarzyszyła mi podczas wyprawy wokół Japonii i Tajwanu. Szukając nowego partnera wyprawowego w trudnych czasach, trafiłem na gravel podrzędnej marki. Mimo to prowadził mnie ku przygodzie po Norwegii i Szkocji. Do tego lubię utrwalać na fotografii ładne rzeczy i widoki.