Tym razem na wyjazd zabieram ze sobą Treka, a ponieważ wielki dzień zbliża się dużymi krokami, to dzisiaj udałem się na krótką wycieczkę, a właściwie przejazd, aby na czas mojej nieobecności pozostawić kolarzówkę w bezpiecznym miejscu. Dużo bezpieczniejszym niż piwnica, w której półtora roku przeleżał Trek, co skutkowało kosztownym remontem. I w sumie nie będzie to szopa.
Nie zrobiłem żadnego zdjęcia, więc dorzucam kilka z wakacji, które ostatnio wygrzebałem w moim archiwum.
Krótka przejażdżka po mieście. Wietrzny i deszczowy weekend nie zachęca do jazdy, ale w słonecznym okienku między jednym i drugim deszczem znalazłem możliwość pokręcenia się pod domem.
Pojechałem na północ Moraska, aby skręcić na Strzeszyn i ostatecznie na centrum. Odwiedziłem jeszcze na Cytadelę, gdy grube chmury zasugerowały szybki powrót do domu.
Wyremontowałem mojego Treka. Mam nowy napęd, nowe koła, nowy amortyzowany widelec, nową przednią przerzutkę, a i tylna została wyczyszczona. Niestety jest też ciemna strona tej zmiany – wydałem na całość prawie tyle, ile kosztował mnie ten rower 7 lat temu. Gdybym tylko pomyślał, to miałbym nowy rower. Tylko gdzie to wszystko trzymać?
Wyskoczyłem tylko na chwilę, bo jestem nieco zajęty przygotowaniami do kolejnego wyjazdu, a nie chcę stracić formy. W sumie jeżdżę codziennie, więc raczej do tego nie dojdzie. Biorę się za remont Treka, więc odkurzyłem kolarzówkę, aby odrobinę na niej pojeździć. Kierunek zupełnie losowy. Najpierw po Morasku, potem Suchy Las, Strzeszyn i w kierunku centrum. Z ulicy Maczka skręciłem na północ, wracając prosto do domu.
Rower towarzyszył mi od małego. Przez wiele lat jeździłem na Romecie. W 2012 kupiłem Treka, który na poważnie wciągnął mnie w turystykę rowerową. Przejechałem na nim Islandię i Koreę. Kolejnym połykaczem kilometrów stała się kolarzówka GT, która w duecie z trzecim kołem towarzyszyła mi podczas wyprawy wokół Japonii i Tajwanu. Szukając nowego partnera wyprawowego w trudnych czasach, trafiłem na gravel podrzędnej marki. Mimo to prowadził mnie ku przygodzie po Norwegii i Szkocji. Do tego lubię utrwalać na fotografii ładne rzeczy i widoki.