Nadal jechałem krajową dziewiątką. Tam, gdzie wybudowali darmową ekspresówkę (z jakiegoś powodu powstało kilka niepołączonych ze sobą segmentów), jechało się znośnie, a na pozostałych odcinkach szukałem ratunku na starych drogach biegnących przy morzu. Trafiłem dzięki temu na kilka urokliwych plaż.
W mieście Masuda zatrzymałem się w nietypowym hotelu. Całe piętro jest wypełnione miniaturowymi pokojami, niczym w hotelu kapsułowym, ale każdy ma 4 metry dla siebie z wygodnym łóżkiem i... zasłoną zamiast drzwi.
