Jeszcze nie odzyskałem sprawności po poprzedniej kolizji, a znów przeleciałem przez kierownicę. Na jednokierunkowej drodze dla rowerów pojawiło się dziecko na rowerze (pieszy w świetle prawa) poruszające się pod prąd i po złej stronie jezdni. Nie wiem, jak to zrobiłem, ale uniknąłem kolizji ze sprawcą, ale sam przeleciałem przez kierownicę. Poobijałem się i zarobiłem parę piekących otarć, ale nie czułem złamania. Ojciec dostał ochrzan ode mnie i od pieszego, który widział zajście. Ja się zebrałem na nogi, koleś odjechał, a w rowerze zastałem koło wygięte w ósemkę. Doczłapałem do domu i jakoś zbrzydło mi życie w mieście. Ostatnio doświadczam zbyt wielu niebezpiecznych sytuacji.
