Przez noc spadła odrobina śniegu. Gdy wychodziłem też zaczęło padać. Na ulicach osiedlowych był lód, a na nim leżał śnieg. Z kolei ulice główne były czarne i spływały solanką. Pojechałem na Szachty, żeby zrobić kilka białych zdjęć. Rozważałem wizytę w centrum, ale nie podobały mi się drogi i wolałem ograniczyć kontakt napędu z solą. Do tego wciąż paskudnie wiało.
