Było może nawet za ciepło, ale za to niemiłosiernie wiało. Pojechałem pod miasto w poszukiwaniu sadów. Pod Poznaniem było chłodniej, mniej kwieciście, a sady wciąż bez pąków. W Swarzędzu chyba pierwszy raz odwiedziłem Rynek, przejechałem się wzdłuż jeziora i przed zmrokiem wróciłem do domu.
