Niebo przesłaniały chmury, ale prognoza była optymistyczna. Zostawiłem sakwy w zajeździe i ruszyłem w górę. Od rozjazdu droga była jednokierunkowa, choć o dwóch pasach ruchu. Niestety Japończycy nie umieją jeździć i wlekli się obok siebie, wyprzedzając mnie na trzeciego. Jazda poszła mi całkiem sprawnie. Dojechałem do parkingu, gdzie można było wsiąść w kolejkę gondolową, by dostać się do punktu z widokiem na jezioro i wodospad. Szału nie było. Może jesienią jest lepiej. Tymczasem słońce zaczęło przypiekać. Dojechałem do jeziora. Po krótkim objeździe zacząłem wracać, wpadając jeszcze do punktu widokowego przed wodospadem. Droga w dół miała tylko jeden pas. Ruch był duży i każdy koniecznie musiał mnie wyprzedzić, chociaż wszyscy jechali z tą samą prędkością. Duma odbiera Japończykom rozum.
Rower towarzyszył mi od małego. Przez wiele lat jeździłem na Romecie. W 2012 kupiłem Treka, który na poważnie wciągnął mnie w turystykę rowerową. Przejechałem na nim Islandię i Koreę. Kolejnym połykaczem kilometrów stała się kolarzówka GT, która w duecie z trzecim kołem towarzyszyła mi podczas wyprawy wokół Japonii i Tajwanu. Szukając nowego partnera wyprawowego w trudnych czasach, trafiłem na gravel podrzędnej marki. Mimo to prowadził mnie ku przygodzie po Norwegii i Szkocji. Do tego lubię utrwalać na fotografii ładne rzeczy i widoki.