Yancy, jeden z gospodarzy domu gościnnego, zasugerował mi jazdę boczną drogą i tak też zrobiłem. Droga była pusta w przeciwieństwie do krajówki po drugiej stronie rzeki. Deszczyk z przerwami zamieniał się w mżawkę, aż po południu zamienił się w regularny opad, który do końca dnia tylko narastał.
Boczne drogi dużo bardziej mi się podobały, choć były kręte i wąskie. Na głównych było za dużo aut, które utrudniały omijanie kałuż. Wjechałem na górę, przejechałem przez tunel i potem długo pędziłem w dół, aż dotarłem do domu gościnnego. Byłem tak mokry, że nawet nie chciało mi się zatrzymywać na zdjęcia, choć zamglone widoki były całkiem ładne.
