Wyskoczyłem po pracy na chwilę, żeby się pokręcić pod Poznaniem. Było niemal bezwietrznie, więc pojechałem w kierunku Stęszewa. W Rosnówku wpadłem na pomysł, żeby pojechać do Wielkopolskiego Parku Narodowego. Początek zapowiadał się całkiem obiecująco, ale im dalej w las, tym droga stawała się coraz bardziej płynna, aż w końcu zdecydowałem o odwrocie. Błoto po horyzont to zabawa nie dla mnie.
Wydłużyłem dystans, jadąc przez Wiry. W Luboniu zatrzymałem się na chwilę w sklepie. Po wyjściu poczułem się, jakbym włożył głowę do komina. Brak wiatru sprawił, że gęsta chmura smogu wisiała wszędzie. Dzisiaj normy zostały przekroczone o kilkaset procent. Życie w tym kraju to nieustanny koszmar.
