Przez moment miałem wokół siebie góry, ale potem zaczęła się monotonna jazda po talerzu z widokami na pola uprawne. Poczułem się trochę jak w Polsce. Odskokiem od tego był pierwszy od ostatniej wymiany opon kapeć. Tym razem winnym okazał się kawałek plastiku.
Tak jadąc przed siebie, postanowiłem odwiedzić centrum miasta Saga. Z ciekawości, bo związku z sagami raczej nie ma. W centrum nie znalazłem niczego ciekawego, ale jadąc za znakami turystycznymi, trafiłem na chram Saga-jinja, po którym się chwilę przespacerowałem. Potem jeszcze znalazłem zamek, ale nie mogłem dostrzec cennika, więc nawet nie schodziłem z roweru, żeby się pofatygować do środka.
Ostatnią prostą pokonałem w świetle zachodzącego słońca. Dojechałem do mieszkania znalezionego przez Airbnb, zostawiłem rzeczy i odwiedziłem jeszcze pobliski Michi-no-Eki, żeby kupić coś do jedzenia. Sam nocleg był słaby, bo za ogrzewanie właściciel życzył sobie dodatkowej opłaty, chociaż dowiedziałem się o tym dopiero po przyjeździe. Nie było również dodatkowego koca, który dostawałem zawsze w noclegach z ogrzewaniem wliczonym w cenę. Poszedłem więc spać ubrany tak jak stałem.
