Przekroczyłem Bug, przejechałem przez Ostrów Mazowiecką i zaczęła się zabawa. Wkroczyłem w krainę piachu. Droga za drogą tonęły w tym szkaradzieństwie. Co skręciłem w dobrze zapowiadającą się odnogę, to zaraz problem powracał. Czasem kręciłem się bez celu, zawracałem, próbowałem sił po drogach, których nie było na mapach. Do tego wszystkiego doszły jeszcze wzgórza. Długo walczyłem, aż w końcu zdecydowałem dokończyć jazdę po drogach lokalnych. Tam czekał na mnie wiatr, który w ciągu dnia wznosił tumany kurzu z jałowych pól. Spowalniał mnie, ale to już była końcówka. Dojechałem do Łomży i mogłem odpocząć.




