W nocy i nad ranem trochę padało, więc odczekałem, aż ulice przeschły. I tak zaczęło kropić, gdy wyszedłem. Przejechałem się pod zamek, żeby sfotografować wiśnie (zbiegiem okoliczności zrobiłem to również dokładnie
rok temu). Potem jeszcze pokręciłem się w poszukiwaniu nowych kolorów i wróciłem przez Marcelin do domu.
