Dziś pierwszy dzień zimy. Było chłodniej niż się spodziewałem, dlatego skróciłem wycieczkę. Ukryłem się we wschodnim klinie zieleni. Pod koniec i tak zmarzłem w palce, chociaż miałem rękawice narciarskie.
Ja mam takie ochraniacze od deszczu, które są jak łapawice. Niedawno ich użyłem i o dziwo sprawdziły się. Na stopy z kolei pomagają mi spacery. Pod warunkiem, że nie wieje.
Jak jest około zera, lub poniżej, to też jeżdżę w narciarskich, ale gdy jest mróz jak teraz, to nie dają rady i zakładam łapawice, a w środek jeszcze rękawiczki polarowe. No i termos z gorącą herbatą + blaszany kubek by ewentualnie ogrzać ręce na postojach. Większy problem jest z palcami u nóg, bo jak przemarzną, to nie ma jak ogrzać.
Rower towarzyszył mi od małego. Przez wiele lat jeździłem na Romecie. W 2012 kupiłem Treka, który na poważnie wciągnął mnie w turystykę rowerową. Przejechałem na nim Islandię i Koreę. Kolejnym połykaczem kilometrów stała się kolarzówka GT, która w duecie z trzecim kołem towarzyszyła mi podczas wyprawy wokół Japonii i Tajwanu. Szukając nowego partnera wyprawowego w trudnych czasach, trafiłem na gravel podrzędnej marki. Mimo to prowadził mnie ku przygodzie po Norwegii i Szkocji. Do tego lubię utrwalać na fotografii ładne rzeczy i widoki.