Było bardzo słonecznie. Niczym w lecie. Na szczęście bez upału, bo w masce jechałoby się ciężko. Pojechałem najpierw na miasto, ale smród spalin był niewyobrażalny, więc uciekłem na peryferie, a potem do okolicznych wiosek. Spotkałem mnóstwo ludzi. Przy obwodnicy przegapiłem skręt i wydłużyłem sobie drogę, jadąc wzdłuż ekspresówki tam i z powrotem.
Zachód słońca i obniżająca się temperatura przypomniały mi moje wieczorne wyprawy, gdy mieszkałem w Krakowie. Wtedy też miałem niedaleko do biura.
