Zabawne, że wsiadłem do pociągu jadącego do mojego dzisiejszego celu (Poznań – Szklarska Poręba), ale zaplanowałem nieco inną wycieczkę. Wysiadłem w Bolesławcu. Mimo obaw, było całkiem ciepło. Przeszedłem się po rynku i ruszyłem na południe. Stanowczo za dużo kostki brukowej tam leży.
Dojechałem do Gryfowa Śląskiego, skąd znaną mi drogą znalazłem się w Mirsku, a potem w Świeradowie-Zdroju. Cała droga szła mi koszmarnie. Osłabienie organizmu utrudniało jazdę do tego stopnia, że często się zatrzymywałem.
Pojechałem przez Świeradów, ponieważ droga miała mniej podjazdów niż przez Jelenią Górę. Największą trudnością był podjazd do Zakrętu Śmierci.
Temperatura spadła. Gdy jechałem w słońcu, pod górę do Świeradowa, spociłem się. Teraz, mając cień i chłód (!!!), zrobiło się jeszcze zimniej. Droga była wygodna, na zakręcie kilka widoków na Szklarską Porębę. Zjechałem do miasta i zatrzymałem się w OSiR-ze. Wyszedłem jeszcze do restauracji coś zjeść, ale nie mieli za dużo lokalnych specjałów. W Lewiatanie znalazłem naturalny izotonik – i to od trzech producentów. Pozmieniało się, gdy mnie nie było.
