Niewiele się działo, aż dojechałem do wybrzeża. Tam zaczęło kropić. Nic strasznego, ale założyłem ubrania przeciwdeszczowe i zacząłem podjazd. Zaplanowałem pojechać drogą nr 1, która miała setki zakrętów i przekonała mnie do swojej niesamowitości. Nie zawiodłem się, bo było łagodnie i pięknie. Co skarpa zatrzymywałem się mimo drogi wąskiej na półtora auta. Ale ruchu nie było, więc nie martwiłem się. Na samym szczycie jeszcze znalazłem taras widokowy, ale wtedy to już całkiem zaczęło padać i musiałem ruszać dalej. Miałem z górki. Problem z tym, że w deszczu i bałem się wpaść w poślizg. Powolnym tempem zjechałem do miasteczka Itano, gdzie zatrzymałem się w domu gościnnym państwa Sanae. Dostałem piękny i przestronny pokój w stylu japońskim, aczkolwiek nie było tam ciepło przez specyficzną architekturę budynku (wchodzi się garażem i brakuje drzwi między nim i obszarem mieszkalnym, ale pewnie latem jest tam bajka).
