Na początek szybka rundka do Namby, żeby złapać kilka ujęć tych samych obiektów, co ostatnio. Nie mam dość. Po drodze zatrzymał mnie kapeć. Trzeci już i po raz kolejny nie znalazłem ciała obcego. Tym razem dziura w oponie na pół centymetra. Tragedia. Nigdy więcej składanych opon.
Kolejną atrakcją był dystrykt Shinsekai w okręgu Tennōji. Mniejsza wersja Namby, którą odwiedziłem pieszo kilka dni temu i chciałem tam wrócić z aparatem. Serwują tam też pyszne negiyaki, czyli cieńszą wersję okonomiyaki, czyli japońskiej pizzy. Polecam.
Na koniec została cukiernia. Szukałem w całej Ōsace i wypadło, że najbliższa cukiernia jest w mieście Sakai. Nie jest to jednak zwykła cukiernia. Serwują tam bowiem mochi, a dokładnie daifuku, a jeszcze dokładniej daifuku nadziewane świeżymi owocami. Niebo w gębie. Co prawda był to mój pierwszy raz, aby je spróbować, ale wziąłem w ciemno kilka smaków i pojechałem czym prędzej do domu. Było upalnie, a ten rodzaj mochi najlepiej smakuje schłodzony. Na szczęście trafiałem na puste ulice, więc jechało się nieco szybciej. Po powrocie do domu wybrałem się z Aki do baru typu izakaya, gdzie zostałem zaskoczony urodzinowym tortem-niespodzianką. To był dobrze spędzony dzień. A daifuku były przepyszne.
