Nieco się zagapiłem i pojechałem za bardzo na zachód, ale to tylko urozmaiciło wycieczkę. Zaraz trafiłem do Tykocina. Przeraziły mnie drogi. Wszystkie, na jakie trafiłem były wyłożone kamieniem i nierównym brukiem. Wyjątkiem był most nad Narwią, reszta pewnie nigdy nie remontowana, co pokazuje trwałość materiału. Tylko komu marzy się po czymś takim telepać?
Dojechałem do zamku. Byłem cały przemarznięty. Nie było mowy o zwiedzaniu (wejścia co godzinę). Wyszedłem do restauracji. Ceny nie zgadzały się z tymi pod zamkiem, więc wziąłem czarną kawę, bo była najtańszym ciepłym napojem, i pieróg po żydowsku. Niewiele mnie to rozgrzało, ale trzeba jakoś wrócić. Zmierzch złapał mnie na rogatkach Białegostoku. Ładne miasto, spokojne. Ostatecznie się do niego przekonałem. Mógłbym tutaj zamieszkać, gdyby nie mała sieć lokalnych dróg – zwłaszcza asfaltowych.
