Było upalnie, ale dojazd do oceanu poszedł nie najgorzej. Nie zastałem tam jednak nic. Nikt nie odważył się odbudować domu lub miasto na to nie zezwoliło. Wielkie wały przeciwpowodziowe były wciąż w budowie, a i to zaplanowali je daleko od brzegu, więc może teren pomiędzy oceanem i wałem pozostanie niezamieszkany. Ze zdjęć wynikało, że całe wybrzeże było pokryte budynkami, a jak okiem sięgnąć, wszystko zostało zmyte przez tsunami. Po uprzątnięciu terenu pozostały tylko fundamenty budynków.
Pomimo budowy wału przeciwpowodziowego, znalazłem pomiędzy nim i oceanem drogę dla rowerów wzdłuż niewielkiego kanału. Niestety prowadziła donikąd, więc zawróciłem, aby pojechać z powrotem do domu.
