Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

ze znajomymi

Dystans całkowity:7661.64 km (w terenie 1340.58 km; 17.50%)
Czas w ruchu:425:29
Średnia prędkość:17.14 km/h
Maksymalna prędkość:71.10 km/h
Suma podjazdów:57098 m
Suma kalorii:2609 kcal
Liczba aktywności:106
Średnio na aktywność:72.28 km i 4h 15m
Więcej statystyk

Przełęcz Okraj

  180.42  08:31
Ponieważ majówka się nie udała, to miałem okazję dołączyć do wyprawy na Przełęcz Okraj. Wcześnie rano, bo o godzinie 7 na skrzyżowaniu stawili się – Bożena, Łukasz, Jarek, Piotrek i Ania. Starą trasą ruszyliśmy do Bielowic, a później przez Stary Jawor na drogę krajową nr 3, na której prędkość nie schodziła poniżej 30 km/h (Bożena narzekała przez to na nudę). Później parę podjazdów i do Kamiennej Góry prowadziłem ja, trzymając się stałej średniej 29,5 km/h :P
W Kamiennej Górze przerwa i obieramy kurs przez wioski aż do Jarkowic, w których Jarek ustala, że wjeżdżamy na czarny szlak rowerowy. Nie była to najlepsza pora, bowiem jest tam wycinka drzew i droga kompletnie nie nadawała się do jazdy rowerem, także ponad kilometr drogi raz prowadziliśmy rowery, raz wjeżdżaliśmy.
Na rozdrożu znów trafiamy na "Szlak Liczyrzepy" ER-2 (ciągle wydawało mi się, że to ER-4). Jedziemy nim ciągle w górę, mijając liczne strumienie. Od czasu do czasu zaczynają pojawiać się zapierające dech w piersi widoki. Najpierw tylko przez drzewa, a później – już na wykarczowanych zboczach – widać piękną panoramę. Oczywiście robimy sobie często przerwy. Zbaczamy ze szlaku rowerowego, żeby ścieżką na granicy polsko-czeskiej zjechać prosto na przełęcz. Było dużo wody, kamieni i trochę śniegu, ale wszyscy dotarliśmy do celu, robiąc sobie pamiątkowe zdjęcia.
Czekał na nas ponad 10-kilometrowy zjazd do Kowar. Myślałem, że przemarznę, ale tak się nie stało. Mam problemy z zakrętami i na jednym się nie wyrobiłem. Na szczęście skrajnia była duża i na niej się zatrzymałem. Później już zwalniałem jak tylko mogłem.
Od Kowar były piękne widoki na Śnieżkę, na której nadal zalega śnieg. Ja tradycyjnie zaczynam odstawać od grupy. W Jeleniej Górze peleton nie jedzie przepisowo, a ja żeby nie odstawać od reszty i przede wszystkim nie zgubić ich – robię to samo...
Po postoju pod sklepem ruszamy z powrotem do Legnicy. Na początek Kapella, którą zdobywam jako ostatni. Dalej zjeżdżam sam, bo peleton na mnie nie poczekał. Spotykamy się dopiero w Starej Kraśnicy. Stąd jedziemy przez Górzec, zjeżdżając szutrami. Po wycieczce z Bożeną, Jarkiem i Łukaszem jedziemy na pizzę (a w sumie cztery pizze), która po całym dniu wyczerpującej jazdy wynagradzała wysiłek.
Kategoria kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, góry i dużo podjazdów, Park Krajobrazowy Chełmy, po zmroku i nocne, setki i więcej, ze znajomymi, terenowe, rowery / Trek

Odreagować

  90.71  03:52
Nie udało się, bo odkładałem to na ostatnią chwilę. Musiałem być pewny, że nie będzie lało jak z cebra, że będę mógł ruszyć i przejechać taki dystans. Nie udało się. Obdzwoniłem kilka miast za noclegami i nic. Planowałem taką piękną majówkę, a wyszło, że nie mam w tym roku majówki.
Musiałem odreagować. Najpierw pomyślałem o wyjściu gdziekolwiek, ale po co mam wychodzić, skoro mogę pojechać? Zwłaszcza, że jutro ma padać. Sprawdziłem kierunek wiatru, odmierzyłem palcem na mapie odcinek – Lipa, zwiększyłem go – Kaczorów, jeszcze trochę i Jelenia Góra. Szybkim tempem zacząłem swoją jazdę. Za Warmątowicami Sienkiewiczowskimi spotkałem Izę i Monikę, więc kawałek z nimi przejechałem. Później podjazd asfaltem na Górzec i dalej do Lipy. Byłem już zmęczony i zapadł zmrok. Myślałem o odbiciu na Starą Kraśnicę, ale przekonałem siebie do zrobienia ostatniego podjazdu, żeby później jechać już tylko w dół i w Kaczorowie skręcić na Wojcieszów. Opłacało się, bo odrobiłem średnią. Zmęczony wróciłem do domu.
Kategoria kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, góry i dużo podjazdów, Park Krajobrazowy Chełmy, po zmroku i nocne, ze znajomymi, rowery / Trek

Ognisko II

  20.76  01:08
Zaplanowane z okazji urodzin Jarka. Umówiliśmy się u Ani, a później wraz z nią, Jarkiem, Bożeną i Łukaszem pojechaliśmy do Pątnowa Legnickiego, gdzie skręciliśmy w teren. Czekało tam przygotowane miejsce na ognisko-niespodziankę. Kto nie był niech żałuje :)
Kategoria Polska / dolnośląskie, po zmroku i nocne, ze znajomymi, kraje / Polska, rowery / Trek

Grobla na wspak

  88.84  05:06
Wyczekiwany dzień nadszedł – pogoda idealna na wycieczkę rowerową. Umawiając się wcześniej ze znajomymi, ruszyliśmy w kierunku Myśliborza. Ekipa była spora, bo Łukasz, Bożena, Jarek, Olek, Marek i Ania. Do tego jeszcze czwórka osób z forum i piąta dołączyła za Przybyłowicami.
Wolnym tempem dojechaliśmy do baru w Myśliborzu. Odpoczęliśmy i zebraliśmy ekipę na dalszą jazdę, bo Marek, Łukasz i dwójka z forum odłączyli się od nas ze względu na sprzęt lub kondycję.
Jak rozmawiałem o dzisiejszej trasie, to dostałem informację, że będą jedynie asfalt i szutry. Jakie było moje zdziwienie, gdy wjechaliśmy w mokry teren. Ja z moimi błotnikami, które powoli zapychało błoto. Zaczęliśmy podjazd pod Bazaltową Górę, później zjazd i przejście przez mały strumyk. Ja za Jarkiem i w górę, żeby wyrzucić balast z butów. Nie wiem jak poradziła sobie reszta, ale Bożena miała mały problem i potrzebowała pomocnej ręki. Udało się bez niepotrzebnej kąpieli :)
Kolejny podjazd był pod Radogost, tylko inną drogą, bo po bezdrożu i dosyć stromym wzniesieniu. Chwilę odpoczęliśmy, obejrzeliśmy piękne widoki z wieży i ruszyliśmy dalej po błocie i kamienistych drogach. W rezerwacie Nad Groblą przyjemna i sucha ścieżka, a od Siedmicy jakoś jechałem tak na przodzie, że musiałem często czekać na resztę. Chyba miałem za dużo energii :D
Czemu właściwie Grobla na wspak? To nie był mój pierwszy raz na tej trasie, ale za to pierwszy w tę stronę. W maju zeszłego roku przemierzyłem te drogi czterokrotnie. Raz ze znajomymi i trzy razy, aby nagrać ślad i wiedzieć którędy jechaliśmy – trzy razy, bo telefon miał problemy.
Szybkim tempem (nawet 50 km/h) dotarliśmy do Myśliborza, gdzie czekał na nas Łukasz z setką na liczniku, co przy naszych czterdziestu kilometrach było imponujące. Jeszcze na chwilę przyjechały Monika z Izą, ale nie dołączyły do naszego powrotu. Drogę zaś wybrała Ania. Piękna droga, zwłaszcza w Pomocnem.
Myślałem, że już koniec błota na dziś, ale nic bardziej mylnego – za Stanisławowem mieliśmy terenowy zjazd przez las i po polu. Dobrze, że słońce wysuszyło glebę, bo byłoby baaardzo źle. Starałem się od czasu do czasu zrobić jakieś zdjęcia. Nawet w Auchan znalazłem minisakwę. Nie pasuje do mojej ramy, ale spróbuję coś z tym zrobić.
Powrót znanymi ścieżkami, tylko w Winnicy zrobiliśmy sobie terenowy skrót, żeby ominąć podjazd po bruku. A później już tylko z górki i nawet tempo się zwiększyło. Część odłączyła się na skrzyżowaniu, a ja, Bożena, Łukasz i Jarek pojechaliśmy na myjnię. Miło popatrzeć na czysty rower.
Kategoria Polska / dolnośląskie, góry i dużo podjazdów, Park Krajobrazowy Chełmy, ze znajomymi, terenowe, kraje / Polska, rowery / Trek

Wycieczka rowerowa (Chocianów)

  91.15  04:36
Znów ze względu na kierunek wiatru (tym razem południowo-wschodni) miałem do wyboru dwa miasta – Jaworzynę Śląską i Chocianów. Ponieważ wczorajsza wycieczka mnie wymęczyła, to byłem skłonny wsiąść do pociągu i dojechać do Jaworzyny Śląskiej. Uznałem jednak, że nie chce mi się czyścić roweru i wybrałem przeciwny kierunek.
Zaplanowałem najpierw dostać się do Chocianowa z wiatrem w plecy, a później lasami wrócić do domu. Oczywiście leśne drogi są wciąż pokryte śniegiem i błotem, ale wyjścia nie miałem, bo nie przepadam za wiatrem.
Tuż przed wyjściem skontaktowała się ze mną koleżanka. Postanowiła również wyjść na rower, a że mój plan przebiegał obok jej okolic, to zmieniłem trasę wycieczki, aby przejechać kilka kilometrów w towarzystwie. Obliczając, że do Jaroszówki będę miał 20 km, umówiliśmy się tam na godzinę później.
Na początku zabłądziłem w Legnicy. I tak zamiast dojechać do Działkowej, to nie chciało mi się wjeżdżać na skrzyżowanie i dojechałem do celu okrężną drogą. Ponieważ było z wiatrem, to jechało mi się nawet szybko aż do Ulesia, w którym miałem wjechać na nieznaną mi drogę. Trasę do Chocianowa wyznaczyłem z Google Maps, a te pokierowały mnie nawet dobrze, tylko ja zamiast skręcić w lewo, to skręciłem w prawo. Jak już się zorientowałem, że nie jadę po szlaku, to próbowałem improwizować. Zakończyło się to jazdą po błocie i widoku jak na zdjęciu niżej. Musiałem zawrócić (pod wiatr) i zrobić dłuższą drogę. Jechałem jak szalony, bo na liczniku miałem 27-32 km/h. Do Jaroszówki dojechałem spóźniony, ale ze średnią 24 km/h. Już dawno takiej średniej nie miałem :D
Wolnym tempem przejechaliśmy się od sklepu do sklepu, podziwiając zbliżającą się wiosnę. Ruszyłem w kierunku mojego celu, zatrzymując się jeszcze na chwilę pod kościołem pw. Matki Bożej Częstochowskiej w Rokitkach, bo jakoś mnie zachwycił od strony południowej. Niestety z placu przed świątynią nie było już widać tego, co z daleka, a nie miałem ochoty wracać się, żeby zrobić zdjęcie.
Mijając jeszcze jednostkę wojskową w Borach Dolnośląskich, dotarłem na miejsce. Jest tam pałac, który znajduje się na terenie prywatnym i możliwe, że kiedyś zostanie odnowiony. Póki co porządku pilnuje tam pies, który pozwolił mi, abym zrobił zdjęcie. Zerknąłem jeszcze na tabliczkę informacyjną w tamtejszym parku i dowiedziałem się, że miasto ma 2 zabytki. Poza wspomnianym pałacem jest jeszcze kościół na rynku, który też zobaczyłem. Odpocząłem na ławce, nabrałem sił i ruszyłem w dalszą drogę. Najpierw asfaltem w kierunku Lubina, a później drogą pożarową po śniegu, błocie i kałużach. Jak tylko wydostałem się z lasu, to zaczęła się męcząca jazda pod wiatr. Już sam nie wiem co jest gorsze – czy błoto, czy wiatr :D
Dojeżdżam do kolejnej drogi, tym razem bez śniegu. Wita mnie nabity na pal zdechły lis. Chyba ktoś nie lubi przejezdnych. No ale nikt nie wyskoczył ze strzelbą, to nie było źle. Dojechałem do leśnej czwórki, której część pokonałem wczoraj. W Bolanowie zobaczyłem dwa Rosomaki. Ciekawe kto trzyma na podwórzu takie maszyny.
Przejechałem drogę leśną nie poznając skrzyżowania z wczoraj. Śnieg szybko topnieje. Z jednej strony dobrze, bo mniej będzie rowerem rzucać, ale z drugiej źle, bo jest grząsko.
Jeszcze zaliczyłem teren za Raszówką i aż do Pawic. Na liczniku dobijało 90 km. Nie wziąłem ze sobą oświetlenia, więc bałem się nie zdążyć przed zmierzchem do domu. Gdyby nie to, wtedy może nawet dokręciłbym do setki.
Kategoria Polska / dolnośląskie, terenowe, kraje / Polska, ze znajomymi, rowery / Trek

Herbata i grill

  70.57  03:41
Witaj, marcu! Dziś pojechaliśmy na wycieczkę. Była ona długa. To tak słowem wstępu do kolejnego udanego dnia na rowerze :)
O wyjeździe poinformował mnie Jarek 2 dni wcześniej. Punkt 10:00 zjawiam się na skrzyżowaniu. Bożena z Jarkiem już tam czekają. Po kilku minutach zjawiają się też Piotrek, Ania i Grzesiek. W takim oto składzie ruszamy przy pięknym słońcu na południe. Tym razem zamontowałem błotniki i pierwsza szutrówka poszła dobrze. Za zalewem pierwszy śnieg, po którym jechało się jak na Przełęcz Karkonoską. I za Męcinką kolejna nieczysta jazda. Śnieg, błoto, kałuże... Przemoczyłem buty i odtąd jechało się źle. Wiatr wysuszył je, ale tym samym wychłodził mi stopy.
Bożena planuje jeździć codziennie w marcu, aby wyrobić sobie formę. Ja mam czas w poniedziałki, środy i odrobinę później w piątki, więc może też będę się często wybierał pojeździć. Trzeba jakoś zrobić te 2 tysiące i wykonać kompleksowy przegląd roweru. Ale już czuję jak mój napęd umiera. To nie jest przyjemne doświadczenie.
Pstryknąłem 2 fotki, choć miałem nadzieję zrobić ich więcej. No cóż, jest jeszcze za zimno na takie rzeczy i nie chciałem siedzieć na ogonie peletonu przez zatrzymywanie się na zdjęcia. Wjechaliśmy na Młynik i szybko zjechaliśmy przez Myślinów do Myśliborza na herbatę. Z grubsza osłonięci od wiatru usiedliśmy na słońcu. Przyjemnie :D
Przyjechał Łukasz na swoim Felcie. W samą porę, bo podano herbatę. Tak zagrzani ruszyliśmy szybkim tempem dalej. Taka jazda mi się podoba, nie to co pod górkę! Pojechaliśmy przez Stary Jawor, aby spotkać się z Olkiem. Niestety jego rower uległ uszkodzeniu, ale dzięki ekwipażowi, który mieliśmy udało się postawić rower na nogi... yhm, koła :D
Ponieważ był pomysł, aby jechać przez Legnickie Pole, toteż tam się skierowaliśmy po bruku i dziurawym asfalcie. A, Ania zaprosiła nas (mówi się, że to oficjalna wersja) na grilla, więc pojechaliśmy do Kauflandu, a później do niej. Dodatkowo mój rower miał swoje pierwsze mycie wodą. Szkoda, że nie mieszkam w domu jednorodzinnym. Wtedy też mógłbym sobie pozwolić na taki luksus :P
Przemarzłem, no ale czego się nie robi dla odrobiny rozrywki. Powrót szybki. Tak szybki, że przejeżdżamy na czerwonym (co to było?), ktoś gubi się z tyłu, ktoś ucieka z przodu. Ja widzę tylko Jarka na skrzyżowaniu, a później doganiam Olka i tak kończy się dzień na rowerze.
Kategoria Polska / dolnośląskie, Park Krajobrazowy Chełmy, ze znajomymi, kraje / Polska, rowery / Trek

Powrót z Marianówki

  24.78  01:09
Noc spędzona w górskiej chatce przy kominku i świecach w nastrojowej atmosferze urodzin Bożeny. Takie urodziny będę baaardzo długo pamiętał :)
Powrót z Jarkiem, który także przyjechał na rowerze, choć sporo wcześniej ode mnie. Dziś profil opadający, choć z moimi sakwami, mokrą nawierzchnią i wiatrem nie pędziło się tak, jak myślałem. Ale godzinka i dotarliśmy do Legnicy.
Za Krajowem Jarek zaproponował jakiś asfalt, ale nie udało się, bo dotarliśmy do Dunina odrobinę okrężną drogą. Kilometry za to odrobiliśmy na Złotoryjskiej.
Przy okazji czyszczenia łańcucha z błota śniegowego zauważyłem duże luzy rolek. Uznałem, że nie są to normalne luzy i dowiedziałem się coś niecoś – do wymiany mam cały napęd, więc przy okazji zamienię wolnobieg na kasetę, bo coś czuję, że oś wkrótce i tak pękłaby ze zmęczenia. Dodatkowo najpewniej do wymiany idą obręcze, bo też widać zużycie...
Kategoria Polska / dolnośląskie, z sakwami, ze znajomymi, kraje / Polska, rowery / Trek

Marianówka

  50.11  03:07
Wczoraj Bożena mnie zapytała czy wyjdę dziś na rower. Z początku zgodziłem się, ale gdy dodała, że o 8:50, to podszedłem do wyjazdu sceptycznie. Mimo wszystko udało mi się wstać i z lekkim poślizgiem dotarłem na skrzyżowanie. O dziwo jako pierwszy, Bożena z Jarkiem dojechali po paru minutach.
Było bardzo wietrznie. Bardzo. Założyłem dodatkowo kurtkę od wiatru i jakoś mnie nie wywiało. Pojechaliśmy przez Kozice, tak pod wiatr. I jeszcze podjazd pod Stanisławów, ale ten akurat był łatwy. Dowiedziałem się, że mam oponę do wymiany. Taki mały defekt. Zastanawiam się czy nie wymienić obydwu, żeby to jakoś wyglądało. Szkoda, że tak szybko się zużyła, bo konkurs Traseo jeszcze nie dotarł do końca. I tak pewnie nie wygrałbym, więc pół miesiąca bez roweru przy takiej pogodzie, to za długo. A jeśli jakoś wygram, wtedy te opony będą czekały na kolejny sezon, bo pewnie znów szybko zużyję nowe :P
Dojechaliśmy do Stanisławowa, duża górka, a dalej do Marianówki przez błoto. Ja ślizgałem się, ale nie jako jedyny. Na szczycie popodziwialiśmy widoki, odpoczęliśmy, zjedliśmy chałkę, wypiliśmy kakao (choć można uznać, że to Bożena wypiła, hehe) i zaczęliśmy rozgrzewkę do starej radiostacji. Jedno kółko, robię drugie, a tu towarzystwo gdzieś zniknęło. Usłyszałem Bożenę i tak myślę co ona robi nad tą przepaścią. Zjechałem do niej i nie było tak źle, trawa przejezdna. Bożena jakoś szybko zjechała, więc i ja nie chciałem być jedynym, który tego nie zrobił. Co za droga! Ale nie wywróciłem się, choć czułem jak jest tam ślisko. Jeszcze wjazd nowo wylanym asfaltem z powrotem pod radiostację i zjazd 65 km/h. Pobiłem swój rekord na tym odcinku.
Szybki zjazd do domu. Wiatr w plecy i od razu jedzie się lepiej. Powrót przez Dunino. Zatrzymaliśmy się pod stadniną koni na zdjęcia Bożeny karmiącej zwierzęta resztkami chałki. Widocznie smakowało :)
Kategoria Polska / dolnośląskie, Park Krajobrazowy Chełmy, ze znajomymi, kraje / Polska, rowery / Trek

Na (tradycyjną) herbatę

  53.72  03:12
Wczoraj najpierw Jarek, a później Bożena namawiali mnie na dzisiejszą wyprawę. Rano, mimo że padał deszcz, postanowiłem dołączyć. Zamontowałem błotniki i o 10:25 byłem na skrzyżowaniu razem z Anią. Później dojechali Bożena i Jarek, i o 10:40 wyruszyliśmy.
Droga na początku była prosta, trochę kałuż i grząskiego podłoża, ale do Myśliborza dojechaliśmy. Mogłem wziąć zapasowe skarpetki, a może i kilka par. Na miejscu ogrzaliśmy się, wypiliśmy po dwie herbaty (jednak Lipton) z rumem. Dowiedziałem się, że to już tradycja, aby na nią wpadać do Myśliborza, choć dla mnie był to pierwszy raz :D
Ania została w barze, a my zrobiliśmy rundkę po wąwozie. Nie było źle. Korzenie nie takie śliskie, liście nie przeszkadzały, strumień nie taki głęboki. W jednym tylko miejscu zrzuciło mnie z siodła, ale to był śliski podjazd i na slickach (semi się starło) nie dałem rady.
Powrót pod bar, do którego przybyła w międzyczasie Ewelina i powrót do domu. Pod wiatr. Ja przemarzłem, ale wygrzałem się po powrocie.
Kategoria Polska / dolnośląskie, Park Krajobrazowy Chełmy, ze znajomymi, kraje / Polska, terenowe, rowery / Trek

Ślizgiem przez Wąwóz Myśliborski

  57.47  02:59
Tuż po północy Bożena pyta mnie czy pojadę z resztą do Myśliborza. Nie wiem czemu pytała o poniedziałek, gdy jestem na uczelni. Cóż, może już spała nad klawiaturą komputera i nie była świadoma dnia i pory. W każdym razie nie byłem pewien czy uda mi się wstać i pojechać. Udało, bo było cieplej niż wczoraj. Jedynie brak odpowiednich rękawiczek utrudniał jazdę.
Na skrzyżowanie spóźniłem się 5 minut. Czekała tam jedynie Ania. Po pewnym czasie dojechali Jarek i po dłuższych kilkunastu chwilach Bożena. Podobno zaspała. Ciekawe. Jarek poratował mnie i zaoferował rękawiczki oraz wkładki do rękawiczek. Wybrałem wkładki, które założyłem pod moje bez palców. Są wygodne i zastanawiam się co zrobię, gdy zniszczą się całkowicie. Trzeba rozejrzeć się za kolejnymi wydatkami jeśli chcę utrzymać kondycję na rowerze. Jakoś nie mogę się przemóc do joggingu, brakuje mi motywacji takiej jak do roweru.
Ruszyliśmy kilkanaście minut po godz. 10. Standardową trasą do Męcinki, później przez Chełmiec do Myśliborza i Wąwozu. Wąwóz Myśliborski przejechaliśmy trasą, którą robiłem pierwszy raz (niektóre mostki ciut niedostosowane do potrzeb rowerzystów), a później przez strumień i wskoczyliśmy na czarny szlak, który z kolei był mi znany. Pętla udana, więc wracamy tą samą drogą z przystankiem w Męcince, gdzie dołącza do nas Piotr. Po wyruszeniu, tuż przed Słupem dołącza do nas Łukasz. Z paroma przygodami docieramy do Legnicy. Nie podobał mi się wiatr, który wiał ciągle w twarz. Dobrze, że rękawiczki dobrze grzały.
Bożena, Jarek i Łukasz ruszyli w swoją stronę, a ja z Anią i Piotrem pojechaliśmy przez Park Miejski. Poznałem ciekawą drogę pod mostem, aby nie stać na światłach. Wałami przez Park, mijając ukończoną inwestycję (póki co szarą ze względu na jesień), dalej pod dwoma kolejnymi mostami i jeszcze przez tunel, za którym rozdzieliliśmy się. Ja pojechałem Ścinawską.
Zaczęło kropić, jak prognoza pogody przewidywała. Na szczęście tylko parę minut i ustało. Przejechałem się też po ukończonym skrzyżowaniu Libana i Wrocławskiej, na którym ładnie wyglądają przejazdy rowerowe, choć nadal nie widzę połączenia z Parkiem Miejskim, a przecież jest widoczna ścieżka przy alei Orła Białego. Cóż, Legnicę czeka jeszcze wiele pracy, aby stworzyć prawdziwą infrastrukturę dla rowerzystów.
Kategoria Polska / dolnośląskie, Park Krajobrazowy Chełmy, ze znajomymi, terenowe, kraje / Polska, rowery / Trek

Kategorie

Archiwum

Moje rowery