Trwa ładowanie…
Trwa ładowanie…

Widzisz podstawowy wygląd strony. Wystąpił problem z serwerem plików. Napisz do mnie, gdyby problem występował zbyt długo.

Andrzej na rowerze

Wpisy archiwalne w kategorii

po zmroku i nocne

Dystans całkowity:44699.41 km (w terenie 3167.14 km; 7.09%)
Czas w ruchu:2317:05
Średnia prędkość:19.18 km/h
Maksymalna prędkość:70.40 km/h
Suma podjazdów:300449 m
Maks. tętno maksymalne:150 (76 %)
Maks. tętno średnie:160 (81 %)
Suma kalorii:108246 kcal
Liczba aktywności:587
Średnio na aktywność:76.15 km i 3h 58m
Więcej statystyk

Po Poznaniu, część 58

  28.14  01:28
Ale chłodno. Wyszedłem późno, bo pojawiło się kilka kosmetycznych zmian na Bikestats, a mój blog jest na tyle udziwniony, że wolałem go dostosować, aby działał bez zarzutów. Pokręciłem się trochę po Lasku Marcelińskim, trochę po centrum i wróciłem na zasmrodzony Górczyn. Po drodze minąłem straż miejską spisującą samobójców za jazdę na czerwonym i bez świateł.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / Fuji, po zmroku i nocne

Po Poznaniu, część 57

  26.45  01:23
Jest już ciemno, gdy kończę pracę, więc wyskoczyłem na nocną przejażdżkę po Poznaniu. Widać przygotowania do świąt.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / Fuji

Ścieżka Gościm – Drezdenko

  111.46  05:13
Zacząłem snuć kilka planów, ale wpadłem na informację o ścieżce na nasypie dawnej linii kolejowej. Wsiadłem więc w pociąg i ruszyłem do Strzelec Krajeńskich. Stamtąd miałem parę kilometrów do atrakcji. Otoczona brzozami, pokryta śliskimi liśćmi, nawet równa. Połowa odcinka została oddana do użytku kilka lat wcześniej, bo różnice były zauważalne.
Po pokonaniu całej trasy ruszyłem do Puszczy Noteckiej. Trafiłem na tragiczne drogi. Potem na bardziej mi znane. Niestety zmierzch zbliżał się strasznie szybko, a za Miałami niespodziewanie pojawiły się mgły (miały przyjść dopiero późną nocą). Chciałem zobaczyć brzozy, jak w zeszłym roku. Gdy dotarłem na miejsce, nie dało się już robić zdjęć. I tak większość liści opadła, więc nie nacieszyłbym się widokiem.
Zacząłem rozważać kierunek jazdy: powrót do stacji w Miałach lub jazdę do Wronek. Było nadal widno, więc wydłużyłem sobie wycieczkę. Mgły tylko momentami ograniczały widoczność, a i dało się dostrzec światła z kilkuset metrów. Nawet rękawiczek nie zakładałem, bo było całkiem ciepło.
Gdy dotarłem do celu, miałem pół godziny do pociągu. Do tego ten miał drugie pół opóźnienia, więc zdecydowałem się dokręcić do Szamotuł. Po części był to błąd, bo w połowie drogi wylało się mleko. Kilka razy widoczność spadła do kilku metrów, zwłaszcza bliżej Szamotuł. Przynajmniej ruch był nieznaczny. Na stację dojechałem kilkanaście minut przed pociągiem, ale jechać do Poznania już wolałem nie próbować.

Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / GT, setki i więcej, dojazd pociągiem, po dawnej linii kolejowej, Puszcza Notecka, terenowe, Polska / lubuskie

Późnojesienny Poznań

  24.59  01:22
Wyszedłem wcześniej, dzięki czemu miałem trochę światła, żeby sfotografować zmierzch złotej jesieni. Pojechałem oczywiście do Lasku Marcelińskiego, gdzie większość liści już opadła. Potem jeszcze pętla przez okopy w centrum, zahaczyłem o Wartostradę i do domu.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / Fuji, po zmroku i nocne

Pod Poznaniem, część 46

  47.87  02:05
Skusiły mnie złote widoki za oknem. Gdy już wyszedłem, nie było tak złoto, ale przejechałem się trochę pod Poznaniem, trochę po mieście.
Kategoria kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, po zmroku i nocne, rowery / GT

Jesienne babie lato

  81.05  05:05
Kolano nie tylko stłukłem, ale też otarłem. Nie bolało bardziej niż wczoraj, więc kontynuowałem wyprawę. Nastał kolejny gorący, złoty dzień. Od wczoraj ściągałem z siebie mnóstwo pajęczyn i pająków. Babie lato powróciło.
Pojechałem prosto do Kowar, żeby wspiąć się na Przełęcz Kowarską. Otaczające mnie złoto spowalniało jazdę. Na górze zdecydowałem o uatrakcyjnieniu dnia i wspiąłem się na Przełęcz Okraj. Zajrzałem jeszcze na stronę czeską za widokami, zjadłem obiad w schronisku i pojechałem w dół. Chciałem wskoczyć na ER-2, ale zobaczyłem znak informujący o zamknięciu kilku szlaków. Zaskoczyło mnie, że Lasy Państwowe postawiły taką tablicę. I tak na dole wyjechałem w miejscu krzyżowania się szlaku, więc chyba wiele nie straciłem.
Pojechałem przez Chełmsko Śląskie i Mieroszów, aż za Wałbrzych. Ten ostatni przywitał mnie kosmicznymi krawężnikami. Mam nadzieję, że nie połamałem kół.

Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Czechy, kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, wyprawy / Jesienne góry 2022, z sakwami, po zmroku i nocne, za granicą, rowery / Fuji

Park Norweski

  54.98  03:59
Było gorąco. Wczoraj jechałem w ciepłej bluzie, a dzisiaj nawet lekka bluza to było za dużo. Wydłużyłem plan dnia i ruszyłem do Borowego Jaru, który wczoraj przejechałem nocą. Dostrzeżona wtedy sylwetka mostu kolejowego przeważyła szalę.
Droga okazała się dużo bardziej niesamowita, niż moje wczorajsze wyobrażenia. Mnóstwo złota wokół, ścieżka położona na jakimś starym szlaku z mchem pokrywającym mury oporowe, szumiący Bóbr. Ładna okolica. Odcinku terenowego ER-6 już nie chciałem powtarzać. Ruszyłem do Cieplic. Tam przespacerowałem się po Parku Zdrojowym, potem jeszcze po Parku Norweskim. Wiatr strząsał żołędzie, ale też suche gałęzie, więc kask był przydatny.
Kolejnym punktem dnia był tunel w Piechowicach. Był wysoko, ale nie spodziewałem się, że dalsza droga będzie pięła się jeszcze wyżej. Ciężko się jechało. Nie z powodu stromizny, a kolorów otaczających drogę. Na górze jeszcze skusił mnie znak „Złoty Widok”. Kolejny kiepski pomysł, bo musiałem nieść rower, ale widoki to zrekompensowały.
Wróciłem do cywilizacji. Przynajmniej na chwilę, bo zaraz skusił mnie ER-2 przez Karkonoski Park Narodowy. Do Przesieki trasa była świetna. Tam za bardzo kombinowałem, żeby nie wytracić za dużo wysokości i wciągając rower po stromiźnie, poślizgnąłem się, tłukąc po raz trzeci w tym roku kolano. Żeby pecha nie było za mało, zaczęło kropić, a i zmierzchało.
Plan poprowadził mnie po singletracku. Rozpoczął się nieźle, ale wskakiwanie na skały z sakwami już nie było proste. MTB byłby zdecydowanie wygodniejszy. Zjechałem do Borowic, gdzie znów wykombinowałem skrót, który znów zmusił mnie do pchania roweru.
W końcu dojechałem do Karpacza. Rozważałem skoczyć pod Świątynię Wang, ale stłuczenie odzywało się, a ponieważ wszyscy oszczędzają na prądzie, to mogli wyłączyć iluminację, więc tylko zjechałem na dół do noclegu. Chciałem zatrzymać się bliżej Wałbrzycha, ale góry zabrały mi cały, złoty dzień.

Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, Polska / dolnośląskie, terenowe, wyprawy / Jesienne góry 2022, z sakwami, po zmroku i nocne, rowery / Fuji

ER-6 – wzdłuż Bobru

  79.23  05:27
Wczoraj dostałem się do Bolesławca. Nad ranem popadało, ale dzień zapowiadał się obiecująco. Ruszyłem na jesienną wyprawę po górach, którą planowałem wykonać w zeszłym roku, ale co się odwlecze, to nie uciecze.
Najpierw chciałem zobaczyć bolesławiecki most kolejowy wykonany z piaskowca. Potem wjechałem na szlak ER-6, do którego dołączył szlak Łużyce – Bory. Trochę mnie zmartwiło, że było bardziej zielono niż w Poznaniu. Założyłem, że jesień będzie lepiej widoczna i teraz nie wiem, czy nie przesunąć wyprawy o kolejny tydzień. Ewentualnie rozważę przedłużenie urlopu, jeśli nie usatysfakcjonują mnie widoki.
We Lwówku Śląskim pokręciłem się po nieczynnej stacji kolejowej, trafiłem na szlaki ER-4 i ER-10, a gdy wyjeżdżałem z miasta, wpadłem na intrygujące schody. Doprowadziły mnie do Szwajcarii Lwóweckiej. Po spacerze zorientowałem się, że szlak biegł dalej po dawnej linii kolejowej. Przynajmniej przez chwilę, bo zaraz uciekał na drogę terenową. Gdyby nie to, że beznadziejny asfalt był niebezpieczny, to zmieniłbym plany i dojechał do końca trasy w Pławnej Górnej, ale jednak kontynuowałem po wygodniejszym ER-6. No dobra, po kilku kilometrach zatęskniłem za asfaltem. Dziury pod liśćmi, błoto i podjazdy nie szły w parze z przyjemnością.
Wygłodniały dojechałem do Wlenia. Jedyna restauracja znajdowała się wysoko na górze, a i to okazała się kawiarnią. Wszedłem jeszcze na wieżę z panoramą na zamgloną Kotlinę Jeleniogórską oraz niespodziewanym złotem na drzewach. Na północy było niemal zielono, ale na południu zrobiło się naprawdę jesiennie. Dalej ominąłem sporą część szlaku, żeby szybciej dotrzeć do kolejnej atrakcji. Na zaporze Pilchowice byłem 10 lat temu, ale wtedy nie wiedziałem o moście kolejowym. Chciałem go zobaczyć. Nawet słońce trochę podkreśliło złocenia na drzewach.
Wróciłem na szlak, by znów z niego zjechać. Wpadł mi do głowy plan. Chciałem zobaczyć Kapitański Mostek, formację skalną. Droga zmieniła się w ścieżkę rozwaloną przez gnojów na motorach. Im dalej w las, tym poziom trudności rósł. Dotarłem do ostatniej atrakcji zaplanowanej na dzisiaj, ale było za późno na zdjęcia. Ruszyłem dalej po pieszym szlaku, który dopiero pokazał kły. Rower z sakwami ciężko się nosi, a jeszcze gorszej się z nim upada. Na szczęście nie stoczyłem się do wody, a gdy dotarłem do ER-6, odetchnąłem z ulgą.
Na zaporze we Wrzeszczynie wyczytałem, że przejście jest zamykane w godzinach 8–15. Jak dobrze, że było późno. Kontynuowałem po szlaku, na którym trochę rzucało. Kamienie, korzenie i błoto. Trochę żałowałem, że było po zmroku, bo w świetle lampki widziałem trochę wysokich skał. Za Siedlęcinem zrobiło się asfaltowo, choć gruba warstwa mokrych liści trochę mnie niepokoiła. Dojechałem do Jeleniej Góry, gdzie mgły opadły od momentu, gdy je dojrzałem z wieży. Również już nie padało. Została tylko wysoka wilgotność, ale ta towarzyszyła mi od Wlenia.

Kategoria góry i dużo podjazdów, kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / dolnośląskie, terenowe, z sakwami, wyprawy / Jesienne góry 2022, po dawnej linii kolejowej, rowery / Fuji

Po jesiennym Poznaniu

  29.77  01:32
Miałem wyjść wcześniej, wyszedłem później. Nie mając za dużo czasu, ruszyłem do Lasku Marcelińskiego. Pokręciłem się trochę, potem pojechałem do centrum i zobaczyłem mnóstwo bezlistnych drzew. Tu się jesień kończy, tam się zaczyna. Ciężko za nią nadążyć.
Kategoria po zmroku i nocne, kraje / Polska, Polska / wielkopolskie, rowery / Fuji

Po Poznaniu, część 55

  24.89  01:21
Dzisiaj kompletnie za późno ruszyłem i nie miałem pomysłu, gdzie pojechać, więc zajrzałem do Parku Wilsona, a potem chwilę pokręciłem się bez celu. Za duży smog.
Kategoria kraje / Polska, po zmroku i nocne, Polska / wielkopolskie, rowery / Fuji

Kategorie

Archiwum

Moje rowery